Avalon » Publicystyka » Artykuł

Recenzja komiksu - Black Order: Warmasters of Thanos

Osoby, które nie siedzą specjalnie w komiksach, po raz pierwszy z Black Order mogli spotkać się w filmie Avengers: Infinity War. Black Order, co nie jest wcale od komiksów oderwane, było grupą „dzieci Thanosa”- kosmicznych zabójców, dla których nie ma we wszechświecie nic niemożliwego do pokonania. Muszę przyznać, że jakkolwiek komiksowa wersja tej drużyny zazwyczaj była dla mnie obojętna, tak jej filmowa adaptacja bardzo mnie zaciekawiła. Postaci były niecodzienne, ale przede wszystkim wyraziste. I nagle opadła mi kurtyna z oczu- w komiksach także możemy to odnaleźć, wystarczy tylko się zainteresować. Tak się zgrało, że niedaleko później ukazała się miniseria, której głównymi bohaterami byli właśnie członkowie Black Order. Niewiele więc myśląc, kiedy już wszystko zostało opublikowane w wydaniu zbiorczym, zakupiłem Black Order: Warmasters of Thanos.

Seria okazała się bardzo przyjemną lekturą, typowo kosmicznym elementem uniwersum Marvela. Można powiedzieć, że wszystko przybiera podobny kształt, co klasyczny film przygodowy. Nasi bohaterowie są teraz awanturnikami na usługach Grandmastera. Pech chce, że jako najemnicy dostają zlecenie, które delikatnie mówiąc nie spodoba się pewnemu Cesarzowi. Tak się składa, że na planecie, gdzie żyje ów Cesarz zorganizowany jest ruch oporu, który wykorzysta każdą sytuację by pogorszyć sytuację zwierzchnika. Składa się również, że istnieje artefakt, który znacząco jest w stanie przyspieszyć eliminację wroga, a nawet pozwala na całkowitą zmianę sytuacji najemników.

Tom prezentuje nam różnorodne postaci. Mamy tutaj despotycznego władcę, który ma wprowadzać elementy humorystyczne i raczej prawidłowo wywiązuje się ze swojego zadania. Jako wróg osadzony jest bardzo dobrze. Z jednej strony jest śmieszny, przez nadmiernie eksponowane wady, z drugiej widzimy jego szaleństwo i autentycznie chcemy by przegrał. Poznajemy też ruch oporu, który- jak to ruch oporu- nie jest krystalicznie czysty i ma swoje własne cele, które nie są zawsze tożsame z celami naszych bohaterów. Przedstawiona planeta także jest wiarygodna. Nie jestem w stanie wątpić, że w takiej rzeczywistości nie nastąpiłyby konflikty wewnętrzne. Osadzenie historii w tym miejscu kosmosu uważam za bardzo dobre posunięcie. Prawda jest taka, że komiks (przynajmniej w moim odczuciu) miał wykorzystać zainteresowanie fanów filmów grupą czarnych charakterów, które zostały dobrze wykorzystane w filmie (chociaż nie uważam się za niedzielnego czytelnika komiksów, powyższe zdanie w pełni mnie dotyczy!). Równie dobrze spełniłby swoje zadanie, gdyby Black Order jeździli po kosmosie i uczestniczyli  w czymś większym. Ale tutaj w tej „małej historii” wszystko współgra, wszystko jest odpowiednie. Osadzenie przygody- pierwsza klasa.

Jednak prawda jest taka, że komiks kupiłem nie dla jakiejś zjawiskowej fabuły, a przede wszystkim po to by wgłębić się w tytułowe postaci. Nie zawiodłem się. Trzeba przyznać, że pomysł Dereka Landy’ego był naprawdę genialny. Tom składa się z pięciu zeszytów. W każdym z zeszytów poznajemy perspektywę jednego z członków zespołu. Wyniki tego zabiegu są conajmniej zadowalające. Lektura komiksu sprawia, że dzięki możemy wgłębić się psychikę każdego z bohaterów i poznać ich myśli, których często nikt inny nie poznał. Patrząc tylko z zewnętrznej perspektywy wyrabiamy sobie opinię o postaci, która wcale nie musi zgadzać się z jej własnym postrzeganiem świata. Idealnie widać to na przykładzie Black Dwarfa, który wyraźnie nie jest zadowolony z tego, że jest postrzegany jako kupa mięśni, pomimo iż -w jego mniemaniu- ma zadatki także na stratega. Bardzo dobre wrażenie zrobiło na mnie także poruszenie wątku związku Corvusa Glaive’a oraz Proximy Midnight. Niezależnie od jednostkowych przypadków, to właśnie wątki narracyjne sprawiają, że Black Order- Warmasters of Thanos jest idealnym rozszerzeniem tego co wiemy o postaciach z innych źródeł. Komiks nie pozostawia wątpliwości, że Black Order to nie tylko doskonali zabójcy, ale także bardzo złożone postaci, na których przeszłość wpłynęło naprawdę wiele ciężkich wydarzeń i które wcale nie są głupie.

No i jest jeszcze jeden powód, by sięgnąć po ten tom- Richard Rider. Może nie klasyczny Richard Rider, ale to jednak ciągle on. Bardzo fajnie ogląda się ten gościnny występ, chociaż tak naprawdę sprowadza się on do wprowadzenia po prostu kolejnego przeciwnika. Jednak mimo wszystko dobrze jest zobaczyć, że ten element działalności Black Order nie jest jakoś zupełnie oderwany od naszych ulubionych bohaterów.

Klasycznie muszę zaznaczyć, że rysunki Philipa Tana są bardzo przyjemne i idealnie nadają się do przedstawienia kosmosu Marvela. Niesamowicie podoba mi się także galeria okładek alternatywnych stanowiących dodatek do tomu. Szkoda, że nie zostały wykorzystane jako okładki główne.

Podsumowując- każdy, kto choć trochę zainteresował się postaciami wchodzącymi w skład Black Order przedstawionymi w Avengers: Infinity War, powinien sięgnąć po ten tom. Wiele wyjaśnia, ale przede wszystkim daje bardzo dużo dobrej zabawy. A czytelnikom, którzy nie lubią kiedy film przechodzi do komiksu mogę powiedzieć jedno- widać zaledwie to, że twórcy inspirowali się pewnymi rzeczami, na które położony był nacisk na ekranie. Reszta pozostaje nowością. I to szalenie interesującą nowością. 

Krzysiek "Sobb" Sobieraj


Black Order: The Warmasters of Thanos
scenariusz: Derek Landy
rysunki: Philip Tan
liczba stron: 112
cena z okładki: 15,99 $

Black Order: The Warmasters of Thanos#1 możecie nabyć w sklepie ATOM Comics 

Pamiętajcie, że możecie użyć kodu promocyjnego "ENDGAME", by otrzymać 5% rabatu na komiksy Marvela.

A wy co sądzicie o tym albumie? Zapraszamy do dyskusji na naszym forum.



Avalon marvelcomics.pl jest nieoficjalną stroną poświęconą komiksom wydawnictwa Marvel.
Prawa autorskie do wszelkich postaci i grafiki - o ile nie napisano inaczej - należą do firmy Marvel i jej podmiotów.
Wszelkie materiały oryginalne © 2002-2020 Avalon marvelcomics.pl Kopiowanie tekstów bez zgody autorów jest zabronione.